Czy “trudna” córka rodzi “trudną” matkę?

//, Promieniuj, Zawieszona - między dwoma światami/Czy “trudna” córka rodzi “trudną” matkę?

Czy “trudna” córka rodzi “trudną” matkę?

Każda dziewczyna, kobieta wie, że w tym układzie nie zawsze jest dobrze. Bywa różnie – sprzeczki, diametralnie inne zdania, trudności na wielu płaszczyznach. “Mała różnica” – tak zwana przepaść pokoleniowa też odgrywa bardzo ważną rolę.

Mama – córka to najtrudniejsza dla mnie relacja. Dziś zabiorę Cię w właśnie w tę podróż. Będzie to dosyć osobista historia.

Co potrafi rodzicielska miłość?

Może zacznę od początku. Rodzice poświęcili mi szesnaście lat swojego życia. Zrezygnowali z wielu planów, realizacji marzeń. Wszystkie działania były nastawione tylko na mnie. Cały harmonogram, szukanie nowych rozwiązań, mnóstwo konsultacji. Gonitwa za sprawnością spowodowała, że relacje rodzinne troszkę ucierpiały. Może nie każda relacja, ale ta najważniejsza… Ta jedna, taka bliska, a jednak daleka. Mama – córka. Długo się zastanawiałam, dlaczego tak się dzieje i w jaki sposób to opisać. Czy w ogóle poruszać ten temat tutaj… 

Cztery osoby w jednej – czy to możliwe?

Po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że mama była w bardzo trudnej sytuacji. Mamo wiem – nie było łatwo, ale było warto i za to Ci dziękuję.

Gdy jesteś terapeutą, rehabilitantem, lekarzem i mamą w jednym, to coś, w końcu, przestaje dobrze działać. To za dużo na jedną osobę (choć nie zapominam o tacie, który cały czas nas wspierał). 

Co się dzieje, gdy jakiś element przestaje dobrze funkcjonować w maszynie? Stopniowo cały układ się sypie. I znów pojawia  się pytanie – dlaczego? Ja już to odkryłam. Mama tak bardzo chciała bym była samodzielna w przyszłości, że zapomniała o jednej ważnej rzeczy. By w tym całym trudzie, wylanym morzu łez, walki o każdy dzień i rehabilitacji, spróbować to na chwilę odłożyć. Nie patrzeć, choć przez jeden dzień, na problem, jaki mam, tylko po prostu być. Spróbować mnie poznać i dowiedzieć się, jaka jestem.

Czy da się rozmawiać walcząc?

Wyobraź sobie starcie dwóch wulkanów. Bardzo łatwo o wybuch, prawda? Co się dzieje, gdy koło zębate nie działa prawidłowo? Iskry, zgrzyty.  My z mamą jesteśmy bardzo różne. Często nie myślimy podobnie. Nasze drogi rzadko się spotykają. Nie nadajemy na tych samych falach. 

Ja jestem bardzo energiczna. Czasami, do moich działań wkradnie się trochę chaosu, co mamę denerwuje. Bardzo łatwo o kłótnię w tej dziedzinie. Mama jest poukładana, wręcz pedantyczna. Każde jej działanie musi być zaplanowane. Porządek wokół to dla niej podstawa. Ja mam odwrotnie, chociaż pracuję nad tym. Przykro mi to stwierdzić, ale nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Każda rozmowa kończy się kłótnią. Wulkany wybuchają, a potem jest ogromna cisza. Potrafimy bardzo długo ze sobą w ogóle nie rozmawiać. Przez to, bardzo rzadko w ogóle rozmawiamy.

Czy będę taka jak…?

Bardzo źle na siebie działamy. Może dlatego, że ja nie potrafiłam, i nie potrafię do dziś, sprostać jej oczekiwaniom. Mama ma inny obraz mnie. Chciałaby pewnie, bym poszła na studia, rozwijała się, była coraz bardziej samodzielna, niezależna. Codziennie się staram, walczę o każdy dzień rozwój, dążę do niezależności. Cierpliwość jest tu bardzo potrzebna.

Nasza relacja jest bardzo słaba. Każda kłótnia za każdym razem zrywa to, co pozytywne, ponieważ nie było czasu, by zbudować mocną więź w tej gonitwie za moją sprawnością. Niechętnie coś wspólnie robimy, ponieważ obie wiemy, jak to się skończy. Prawdopodobnie, mój problem w zupełności przysłonił naszą więź.

Jest coś co nas łączy?

Kolejną ważną sprawą dla mamy jest rozwój osobisty. Poszerzanie horyzontów, zdobywanie wiedzy w różnych dziedzinach. To mama zaszczepiła we mnie ambicję, zapał do nauki, upór w dążeniu do celu. Gdyby nie ona, nie osiągnęłabym tego, co mam. Jedno jest pewne – nie chodziłabym, gdyby nie jej wytrwałość, więc bardzo wiele jej zawdzięczam. Szanuję ją za każdą trudną decyzję, rehabilitację prowadzoną codziennie, ciągły instruktaż, jak chodzić, szukanie nowych rozwiązań, stawianie wymagań. Dziękuję Ci, jesteś moim Kochanym Aniołem Stróżem. 

 

Przez wiele lat rozwiązanie mojego problemu było rodzinnym celem, ale cel został osiągnięty. Uzyskałam ogromne wsparcie przez te trudne lata od całej mojej rodziny, za co im ogromnie dziękuję.

Zawieszona między dwoma światami – zobacz, jak Wiktoria radzi sobie z innymi rzeczami.

Tekst: Wiktoria Rusin
Korekta: Roksana Adamek
2020-01-23T10:45:02+01:0016 stycznia 2020|