Czy istnieje recepta na szczęście?

////Czy istnieje recepta na szczęście?

Czy istnieje recepta na szczęście?

Chcesz zrozumieć to, co dzieje się w Twoim życiu, uzyskać odpowiedzi na pytania? Chcesz usłyszeć głos Boga? Chcesz poczuć Jego Obecność? Masz pretensje o to, co się dzieje? To jest normalne. Też tak miałam…

W poprzednim tekście pisałam o tym, co wydarzyło się w Izraelu i jak to mnie odmieniło. Tam zrozumiałam, że tylko mocny duch może unieść wadliwe opakowanie, którym jest moje ciało. 

Jak wzmocnić ducha? 

Czy jest możliwe cieszenie się życiem, kiedy ma się wielki bagaż na plecach? Czy istnieje recepta na szczęście z problemem do grobowej deski, na który nie ma cudownego leku? 

Czy, mimo przeszkód i barier, wychodzisz z domu na spacer, do kina, teatru? Czy może myślisz – Mam wózek, nie dam rady, to za duży problem

Może czas pokonać swój strach, wyjść poza strefę swojego komfortu?

Muszę Cię zasmucić – nie mam recepty na szczęście. Ale wiem jedno – jest ono pojęciem względnym. Jeden ucieszy się, ponieważ szklanka do połowy jest pełna, a inny zasmuci się, że jest do połowy pusta. Wszystko zależy jak spojrzysz na to, co masz! To od Ciebie zależy Twoje szczęście! Ciesz się najmniejszą chwilą, każdym dniem  i wydarzeniami jakie daje Ci los. 

Jak długo czekamy na odpowiedź?

Po tej podróży wiem jedno – jeżeli myślisz, że nie dostajesz odpowiedzi na pytania, że Bóg zesłał trudności i Cię zostawił – mylisz się ogromnie. Bóg odpowiada na wszystkie Twoje wątpliwości. Tylko potrzebna jest cierpliwość i umiejętność słuchania, a potem Twoja decyzja: Dobrze, zrobię to tak jak Ty tego chcesz, według Twojego planu, nie według siebie. I będzie dobrze. Tylko musisz zaufać. 

Pomyślisz – Jasne, zaufać! Łatwo powiedzieć, kiedy wszystko się wali na głowę… Doskonale Cię rozumiem. Też tak miałam, ale właśnie to jest dobry moment. Zastanów się.  Ja już wiem, że tylko trudności mogą poprowadzić na właściwą drogę. Do dziś czasem trudno mi ufać, ale cały czas się staram.

Nie potrzebujesz pomocy Boga?

Jesteś z tych, co mówią: Sam sobie dam radę!? Mylisz się! W pojedynkę zginiesz. Wiem to, sprawdziłam.

Możesz mieć żal, że zesłał Ci problemy nie do rozwiązania. Możesz być na Niego zły. Możesz mieć dość trudnej rzeczywistość. Możesz nie wiedzieć, co robić, ale pewne jest to, że gdy postanowisz żyć na własną rękę, to będzie coraz gorzej.

Zapytasz o działanie Boga w moim życiu? Jak go rozpoznać i czy w ogóle jest to możliwe? Czy mogę liczyć na Jego pomoc? 

Ja długo nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi na te pytania, ale od powrotu z podróży życia patrzę na to z nieco innej perspektywy. Mówią, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Teraz widzę, że Bóg stawia na mojej drodze nieprzypadkowych ludzi. Pozwala wstać i działać. 

Co mnie trzyma w pionie? Kto daje nadzieję na zmiany, na lepsze życie, kiedy sukcesywnie ją tracę w tym świecie? Właśnie On! Dzięki niemu nie muszę już nic udowadniać ani sobie ani innym, ponieważ poznałam siebie i znam swoją wartość.

Kto jest temu winny?

Szukałam odpowiedzi długo nie tam, gdzie trzeba. Znałam przyczyny, objawy, metody leczenia, całą historię swojego problemu od A do Z. Wiedziałam, co zrobić w danej sytuacji, jak zmniejszyć ból, jak walczyć z przyczynami, ale w żadnej z tych fachowych książek nie napisali dlaczego? W jaki celu? Jak wykorzystać to bagno w jakim się znalazłam? Nie będę ukrywać, że problem ten zabrał mi wiele radości, normalności, wiele drzwi zostało zamkniętych. Szukałam winnego i w końcu, w pewnej książce, przeczytałam  fragment Ewangelii Jana:

Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże.  J 9, 1-3

Jak to czytałam, wbiło mnie w fotel. Dlaczego? Bo dostałam odpowiedź, której szukałam tyle lat. Dotarło do mnie najważniejsze, co chcę Ci powiedzieć. Jeżeli szukasz winnego, przestań się zadręczać! Nie ma winnego na tym świecie…! Dostałeś problem w jakimś celu. Nie wiesz, w jakim? Spokojnie, ja też nie wiedziałam, ale może po to, by do Ciebie teraz o tym pisać, dzielić się, by uświadamiać innych. Jest cholernie trudno to zrozumieć. Niedawno dopiero odpakowałam list od Boga. Babcia śmieje się, że wreszcie zaczęłam go czytać.

Wszystko dzieje się w jakimś celu. Niepełnosprawność też może być środkiem danym od Boga. Zastanawiasz się – Jak to? Co Ty mówisz? Jaki cel? Do czego środek? Dziewczyna oszalała. Właśnie ten problem spowodował, że spotkałam Boga! Najpierw mnie od Niego odsunęły cierpienie i ból. Byłam w czarnej dziurze, bez sił, a On właśnie wtedy przyszedł i zabrał cały smutek, żal, rozczarowanie. Gdyby nie ta sytuacja, pewnie dalej Bóg byłby dla mnie odległy.

Co Ci chce Bóg powiedzieć teraz?

Długo zastanawiałam się, co Ci przekazać odnośnie mojej duchowości. I dostałam odpowiedź – przypowieść o uzdrowieniu niewidomego. Uświadomiłam sobie, że tak samo, jak ten człowiek, byłam ślepa, tylko moja ślepota miała inny charakter. Jaki? Długo skupiłam się tylko na tym, czego nie mam. Jak patrzyłam w lustro, nie potrafiłam zaakceptować siebie. Nie dostrzegałam pozytywnych stron mojego problemu. Zawsze widziałam tylko szklankę do połowy pustą. A pozytywnych stron jest naprawdę mnóstwo! Mam wspaniałą rodzinę, dużo życzliwych ludzi wokół, mogę działać, chodzić, realizować swoje marzenia. Od niedawna zaczęłam dostrzegać dobro obecne w moim życiu.

Kolejny dzień i kolejne czytanie. Jezus pyta – Za kogo mnie uważasz? Jak patrzysz na swoje cierpienie? Czy dążysz do jego zrozumienia i akceptacji, a może masz w sobie tylko gniew? Myślałam nad tym pewien czas i dotarło do mnie, że ja długo nie potrafiłam zaakceptować swojego problemu. Zawsze walczyłam. Chciałam udowodnić samej sobie i innym, że jestem coś warta. Tylko nie na tym to wszystko polega. Problemy powinny przybliżać nas do Boga. Przecież Bóg zna uczucie cierpienia najlepiej z nas wszystkich…

A na koniec jedno zdanie z rozważania ewangelii Marka: Trzeba coś stracić by coś zyskać. Tak jest. Wiesz dlaczego wiara jest dla niektórych trudna? Bo stawia wymagania. Uczy cierpliwości, a w dzisiejszym świecie trudno o taką cnotę. Wszystko chcemy mieć natychmiast, w tym momencie! Nie za miesiąc, czy za dwa, tylko już teraz! A u Boga nie ma – już teraz. To nie ‘’złota rybka’’, która spełnia życzenia. Trzeba czasu…

Jak działa Bóg?

Zwróć się do Niego! On w prawdzie nie rozwiąże problemów od razu za Ciebie, ale da Ci siłę do działania i pokonania wszelkich przeszkód! Pośle ludzi, którzy pomogą. Nagle do głowy przyjdzie jakieś rozwiązanie danej sytuacji. Odzyskasz spokój. 

Każdy z nas niesie swoją belkę krzyża. Nie uciekniesz od tego. Czasem sama nie wierzę, że to piszę – wcześniej zła na cały świat, obrażona na Boga, obwiniająca wszystkich wokół za ten problem. Wiem jedno – odkąd znów się dogadaliśmy, czuję, że nie jestem sama. Jakoś łatwiej to nosić. 

Są dni, gdy mówię – Dobra, jest jak jest, ale jak mam dziś działać, to daj mi możliwość, daj siły. Daj trochę radości, bo mam dosyć pustych dni w samotności, rozpaczy, płaczu po nocach, jak nikt nie widzi i zakładania maski szczęścia. Jak boli – Super! Spraw, by bolało mniej lub zabierz ten ból. I tak się dzieje! Nie codziennie jest kolorowo. Dalej się spieramy, ale to już nie wojna. On działa, zabiera ból, cierpienia, a zamiast tego daje szczęście, spokój i siły do noszenia codzienności.

 

Gdy zaakceptujesz siebie i swój problem będzie łatwiej, bo ciągła walka przeciw sobie nie ma sensu. Szukasz lekarza? Wszyscy tutaj rozkładają ręce? Znam to doskonale. Najlepszy lekarz to Bóg! To On uleczył moje rozdarte serce. Wiem jedno, gdy masz mocnego ducha, On udźwignie nawet Twoje rozsypane ciało.

 

Zawieszona między dwoma światami. Chcesz wiedzieć więcej?

 

Tekst: Wiktoria Rusin
Korekta: Roksana Adamek
2020-04-03T09:49:09+02:003 kwietnia 2020|