Jak przychodzi Bóg?

//// Jak przychodzi Bóg?

 Jak przychodzi Bóg?

Im bardziej pragnę podzielić się swoją radością, tym bardziej coś mnie od tego odciąga, powstrzymuje.

Jak wiele może być trudności i co z nimi robić?

Dał Bóg być mi w Ziemi Świętej. Zawsze chciałam tam pojechać, a zarazem wątpiłam, że się to stanie. Powód banalny – kasa. W końcu namówiła mnie koleżanka. Powiedziała, że jakby co, to pomoże. Gdy podjęłam się próby zbierania pieniędzy, to zaczęły się schody. Momentami przędłam bardzo cienko, ale ostatecznie dawałam radę. Wtedy właśnie coś włączało we mnie narzekanie na fakt oszczędzania. Bo trzeba zbierać na wyjazd… 

Potem pojawił się problem, że może z pracy się nie wyrwę. Pod koniec, byłam już zdecydowana oddać swoje miejsce. Byłam psychicznie wykończona masą przeciwności, jakie się piętrzyły. W końcu oddałam emocje z tym związane mojemu Bogu. Dopiero wtedy, wbrew logice, zaczęło się układać tak, że ostatecznie BÓG złożył te puzzle i postawił mnie na lotnisku w Gdańsku.

 Jak przychodzi Bóg? Wiem, że w tamtym czasie emocje były we mnie zamrożone z powodu mojej totalnej bezradności. Nie tylko w tym temacie. Miałam dziwne pragnienie – nie wrócić z tej pielgrzymki. Tak bardzo tęsknię za ideałem w każdym wymiarze, którym jest dla mnie Jezus Chrystus i Jego „filozofia”, że naiwnie miałam nadzieję, że tym razem już przyjdzie… Jednak plany nasze nie są Bożymi, a myśli Boże nie są naszymi myślami. Tak też było i tym razem. Wróciłam i mam dług do spłacenia.

Czy mogę ucałować, Chryste, Twoją ziemię?

Mój poziom stanu psychiczno-emocjonalnego przed i w dniu wyjazdu był mniejszy niż zero. Pierwszy raz w życiu leciałam samolotem. Co za wrażenia! Uderzyło mnie piękno ziemi, na której stanęłam po wyjściu z metalowego ptaka. Wszystko było dla mnie egzotyczne, jak z bajki… Tylko nie wiem, czy chciałabym w niej widzieć biedę, ból, smutek, cierpienie, krzywdę. W Izraelu, oprócz pięknej architektury i innych atrakcji, widać też było i taki wymiar. A zatem to nie bajka, ale tamtejsza rzeczywistość. Moje serce zapałało miłością i współczuciem do tamtych ludzi. (Choć niektóre osoby z naszej pielgrzymki mają prawo powątpiewać w moją delikatność. Mam tego świadomość i po stokroć przepraszam.)

Moim głównym pragnieniem, z jakim jechałam do Ziemi Jezusa, mojego Ukochanego, było stanąć na Górze Golgoty i ucałować to miejsce gdzie ON oddał za mnie Życie. Następne – doświadczyć tamtej kultury, tak bogatej i różnej od europejskiej.

Czego doświadczyłam? Tego, czego zawsze mi mało… Miłości, objawiającej się pokojem serca; uporządkowania wewnętrznego chaosu; możliwości bycia tam, gdzie był Ten, komu wierzę… mój Bóg, Oblubieniec i Przyjaciel. Teraz zaś doświadczam tęsknoty za tamtą ziemią, ludem wybranym i silnym poczuciem, że tam są moje korzenie.

Czy dzisiaj można doświadczyć cudu?

 Jak przychodzi Bóg? Cudów, jakich doświadczyłam było wiele. Góra Błogosławieństw, Msza św., czytanie z dnia – Hbr 11, 32-40:

A ci wszyscy […] godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy, gdyż Bóg, który nam lepszy los zgotował, nie chciał aby oni osiągnęli doskonałość bez nas…

Bez nas? Beze mnie? Poczułam dotyk cierpliwej miłości wybaczającej, która przynagliła mnie do naprawienia tego, co złe, aby przybliżać czas i miejsce, w którym święci czekają na nas wszystkich, bo przecież On przyszedł, aby ratować to, co zginęło… Czyż nie??? Ta Miłość mnie zawsze rozbraja. Jestem jak ogromny niewypał, który czeka na unieszkodliwienie. Tylko Bogu na to pozwalam.

Potem Ewangelia wg św. Marka 5, 1-20. Opętany z Legionem w sobie. Coś zakuło mnie w sercu. Zobaczyłam w tym biedaku siebie. Wszystko wraca na swoje miejsce – zło do otchłani. W tych słowach odczułam przypominające pocieszenie, że walka duchowa kiedyś się na pewno skończy. 

Błogosławieni, którzy się smucą albowiem oni będą pocieszeni.

A uwolniony? Nie może iść z Jezusem, tylko ma wracać do swoich, by im opowiedział, czego doświadczył. Trochę posmutniałam, jednak uświadomiłam sobie, że nie może być inaczej. To powód spisania tych wypocin. Czyż nie podobnie było na Górze Tabor? Zostańmy tu Panie, tak nam tu z Tobą dobrze. Sorry, trzeba do pracy, rodacy. Co jakiś czas mój Miły musi mnie sprowadzić na szarą ziemię tej mojej codzienności, bo nie ukrywam, że chciałabym do Niego odlecieć.

Co teraz mam czynić?

W autokarze, podczas odmawiania różańca, długo nikt nie podchodził do 5 tajemnicy radosnej – Odnalezienie Jezusa w świątyni. Panie, czemu nikt nie idzie? Na mnie czekasz??? Podeszłam. Dziękuję, że mi przypomniałeś, gdzie Cię odnajdę, gdy się zgubię.

Kolejny dzień. Kana Galilejska. Uzdrowieniu córki Jaira. Słyszę w sercu Jezusa: Nie bój się, tylko wierz. Bądź posłuszna i cierpliwa. Ufaj, a Ci się to stanie. Pytam: Widzisz coś, Jezu, czego ja nie zauważam? Jakieś ograniczenie, które mnie krępowało??? O tak! Podczas odnawiania przyrzeczeń małżeńskich przez osoby z pielgrzymki poczułam, że mogę być tym kim jestem, bo i tak jestem KOCHANA, że nie muszę czuć się gorsza. Cokolwiek by to znaczyło. Dzięki Ci Jezu, mój lekarzu.

Bazylika Zwiastowania Pańskiego. Maryja miała zaledwie 13 lat i była gotowa pełnić Wolę Boga, a ja??? Ciągle się stawiam. Zachowywała w sercu, co usłyszała i rozważała to słowo, a ja??? Od razu chce działać. Dziękuję Jezu, znowu utarłeś mi nosa. Nie czyny, tylko posłuszeństwo Twojej Woli. Nie działanie, tylko najpierw rozważanie tego, co mówisz i przede wszystkim, cierpliwość na realizację słowa, które może zakiełkować nawet po kilkudziesięciu latach.

Powtarzaj mi, proszę, Boże, do ostatniej chwili mego życia, tę prawdę: patrz zawsze w moją Twarz i oczy. Bądź cierpliwa i ufaj tylko, bo Mój plan jest najlepszy, choćby po ludzku źle wyglądał.

Jak doświadczyć Miłości?

Potem droga do Jerycha. Palestyna – mnóstwo palm. Dzielnica arabska. Zatrzymujemy się, by coś zjeść, kupić owoce. Przed stoiskami widzę samochód z Arabkami. Uśmiecham się i macham na powitanie do arabskiej nastolatki (mam w sercu dziwny lęk, a jednak wysyłam jej symbolicznego całusa). Gdy autokar szykuje się do odjazdu, wówczas podbiega do mnie ta uśmiechnięta dziewczyna i zdejmuje z szyi swój wisiorek z łańcuszkiem, dając mi go w prezencie. Przeżywam szok. Spotyka mnie doświadczenie wszechogarniającej miłości. Jedyne, co potrafię zrobić i do czego czuję ponaglenie to przytulić ją do siebie i uściskać. A tak naprawdę to przez to dziecko MÓJ BÓG MIŁOŚCI MNIE PRZYTULIŁ. Potem dowiedziałam się, że wzór wisiorka to kontur mapy Palestyny z jej nazwą po arabsku.  To doświadczenie wypaliło się w moim sercu.

Kolejne doświadczenie Miłości – Grota Mleczna. Dzień wcześniej czytałam Słowo św. Marka 7, 1-13, które osobiście mnie dotknęło. Jezus wytyka faryzeuszom uchylanie Przykazań Bożych. Maryja karmiąca Jezusa wskazała mi drogę do uzdrowienia. Córko, pozwól że i ciebie urodzę, byś narodziła się zdrowa, nieporaniona i wykarmię mlekiem mojej Miłości, byś już nigdy nie pragnęła. Zechciej się tylko mi powierzyć.

Każde miejsce coś we mnie poruszyło. W Jordanie poczułam, że jestem córką umiłowaną. W Qumranie zrozumiałam, że Słowo Boga dostrzegalnie zaowocuje w moim życiu dopiero, gdy za nim pójdę cierpliwie i wytrwale. W En Kerem pojęłam, że nie tylko winnam wierzyć Słowu, ale zacząć się Nim modlić. Naucz mnie tego, Panie,  proszę.

 

Jestem wdzięczna wszystkim, dzięki którym dane mi było być w Ziemi świętej. Dostałam znacznie więcej niż pragnęłam. Teraz może trochę jaśniej widzisz jak przychodzi Bóg.

Puentą, jaką pragnę zakończyć moje świadectwo, niech będą słowa naszego przewodnika duchowego: Jeżeli przez połowę swego życia żyliśmy wg własnej woli, to może najwyższy czas drugą połowę życia przeżyć wg Woli Bożej???

Ja bardzo tego pragnę i zaczynam. Na własnej skórze przekonałam się, że warto. Błogosławię, w imię Jezusa, wszystkim, czytającym to świadectwo.

 

Tekst Arleta
Korekta Roksana Adamek
2020-04-16T14:23:58+02:0016 kwietnia 2020|